Sprawiedliwość
3 luty 2010Sprawiedliwość to wymysł ludzi i to najcześciej w jakiś sposób upośledzonych. W naturze nie ma sprawiedliwości, można jedynie doszukać się w jej mechanizmach dążenia do skuteczności.
Sprawiedliwość to wymysł ludzi i to najcześciej w jakiś sposób upośledzonych. W naturze nie ma sprawiedliwości, można jedynie doszukać się w jej mechanizmach dążenia do skuteczności.
Marksizm nie jest systemem racjonalistycznym. Wszak nie przewiduje istnienia racjonalnego logos, nadającego celowość istniejącemu światu. Wszechświat podobnie jak ewolucja jest bez celu. Nic nie dzieje się skądś, nikt nie otrzymuje poleceń z zewnątrz, cokolwiek staje się celowe, staje się jednocześnie ludzkim, bo celowość rodzi się wyłącznie w ludzkiej głowie, a nie poza nią. Dzianie się rozumiane jako postęp polegający na przechodzeniu form prostych w formy bardziej złożone, bez udziału „umysłu”, który by te procesy ogarniał, to materializm.
Jest coś strasznego w takim pojmowaniu rzeczywistości. Przede wszystkim uderza brak jakichkolwiek sankcji moralnych. Wszystko wolno, umarli nie mają racji, nikt się o nich nie upomni. Człowiek pozbawiony zostaje swojej wyjątkowości i jedyności, nie jest istotą o skończonej osobowości, lecz tylko formą przejściową. Za kilkadziesiąt tysięcy lat istota, która „wyewoluuje” z dzisiejszego człowieka, będzie gardzić swym „ludzkim” okresem, przyznając sobie co najmniej tytuł „nadczłowieka”.
W drugą stronę działa to podobnie: im dalej wstecz, tym mniej podobni jesteśmy do ludzi, a moment przejścia od formacji stricte zwierzęcej to istot świadomych jest płynny. Płynna jest więc także moralność, która rodzi się wraz ze świadomością. Niby proste, a jednak bardzo zapętlone.
Wszak wraz ze świadomością pojawiają się pytania o celowość i przyczynę istnienia. Wraz z postawieniem tych pytań pojawia się niezaspokajalny głód prawdy ostatecznej, będący obok, niezależnych od człowieka procesów ewolucyjnych, głównym motorem postępu. Poszukiwanie przyczyn i celów to narodziny religii i filozofii, których powstawanie i transformacje na przestrzeni dziejów, to żmudne poszukiwanie logos. Bez tych poszukiwań nie sposób być homo sapiens. Ciekawość to nie pierwszy stopień do piekła, tylko warunek istnienia cywilizacji.
Wypowiedź profesora Religi na temat śmierci, trochę mnie rozczarowała. Była to w istocie wypowiedź osoby wierzącej, tylko na wspak. Wierzący nie tylko przecież wierzą, oni również wiedzą, że istnieje życie wieczne, Sąd Ostateczny, Piekło, Niebo. Wiedzą jaki jest Bóg i co się Bogu podoba. Jest to w istocie wiedza wyprowadzona nie tylko z tradycji i mitów, ale także - a może przede wszystkim - z ich wyobraźni. Jest ona odpowiedzią na ich psychiczne zapotrzebowanie, czymś w rodzaju chciejstwa.
Podobnie bywa z deklaracjami niewierzących. - Śmierć to wieczny sen - powiedział profesor. Gdyby taka była prawda o naszym pośmiertnym losie, to nie miałabym nic przeciwko niej, ba - ja nawet od czasu do czasu marzę o czymś takim. Niestety, nie jestem wcale pewien, jak jest naprawdę. Jest to więc wyłącznie deklaracja mojego chciejstwa. Posługuję się tą „teorią”, bo odpowiada mojej psychicznej konstrukcji, odzwierciedla moją niechęć, do wszelkiego karania, sądzenia i odtrącania kogokolwiek. Nie odpowiada ani giełda cnót, ani potępieńcza analiza ciemnych stron nieboszczyka. Sprawiedliwość poza światem doczesnym, traci dla mnie sens.
Uważam jednak, że gdybym usiłował tej „teorii” bronić, jako na pewno prawdziwej, popadłbym w pychę. Czy profesor okazał się w tej kwestii pyszny ? Nie wiem. Może takie zdanie na temat śmierci podyktował mu jakiś głos wewnętrzny, może było ono oparte na odczuciach ? Może po prostu chciał powiedzieć: „Ja czuję, że z tą śmiercią jest właśnie tak i tak” ? Gdyby doszedł do tego drogą racjonalistycznych spekulacji, byłby w błędzie. Od czasów Kanta nic się przecież w tej materii nie zmieniło: słowa „nie ma Boga” i „jest Bóg” nadal czekają na swój dowód. Profesor złożył więc nie tyle deklarację ateizmu, ile wiary w nieistnienie Boga. W tej konkretnej sprawie postąpił nie jako człowiek nauki, tylko osoba, która zaufała swoim subiektywnym odczuciom i przeciwstawiła swoją wiarę w nicość wierze w nieśmiertelność duszy ludzkiej.
Co zrobić w taki dzień, kiedy człowiek dziwi się drzewom, że zielenieją, kwiatom, że zakwitają, wiatrowi, że wieje, kotom, że mruczą, psom, że merdają ogonami, ptakom, że śpiewają… Że też im się to wszystko chce.
| Subskrypcja RSS |