Archiwum kategorii ‘Ludzie’

PRL-owski raj Lecha Kaczyńskiego

20 kwiecień 2010

Prezydent Lech Kaczyński zapytany, jak sobie wyobraża raj, odpowiedział m. in., że jako rajską uważa scenę „kiedy pije sobie z Jarkiem wodę z sokiem z saturatora”. Wyznanie to rzuca ciekawe światło na, zwalczany przez Kaczyńskich PRL, który widziany okiem sentymentalnego Lecha, z wysokości Pierwszej Osoby w państwie - urasta do rangi rajskiej krainy. (więcej…)

Gapić się znaczy lubić świat

10 luty 2010

 W wielu biednych krajach ludzie siadują przed domami i gapią się, bo nie mają po prostu nic lepszego do roboty. Nie mają pracy, ani szans na cywilizacyjno-ekonomiczny awans. Nie potrafią sobie wypełnić czasu żadnym interesującym zajęciem. Bezruch jest cechą określającą zarówno ich kondycję intelektualną i emocjonalną, jak i otoczenie socjalno-ekonomiczne, w jakim żyją.  Ich zachowanie to rodzaj mimikry.

(więcej…)

Marek Edelman miał ciągle 20 lat

7 październik 2009

U Marka Edelmana łatwo dostrzec syndrom przeżytnika. Jako Żyd ocalały z zagłady czuł się zobowiązany nie tylko do pielęgnowania pamięci o tych, którzy mieli mniej szczęścia niż on, ale był też przekonany, że jako bohater z getta może sobie pozwolić na więcej niż inni śmiertelnicy, że może być opryskliwy, niemiły i trywialny. Ten miłujący człowieka bojownik słusznej sprawy - trywialny ? (więcej…)

Sztuka osłodą daremności

21 wrzesień 2009

Wydaje mi się, że Józef Czapski cierpiał od czasu do czasu na dolegliwość, którą nazwałbym nienawiścią  do życia. To nie była kwestia jego upodobania czy charakteru, tylko skutek jakiegoś emocjonalnego wybuchu. Coś w jego duszy stało, pękła jakaś psychiczna żyłka, albo cały zespół żył, nastąpiła wewnętrzna eksplozja podobna w swej perfidii do udaru mózgu.

Niby nic nie czuł, niby nic nie bolało, a jego psychika, jego forma rozprysła się na wszystkie strony. Szukał jej na nieludzkiej ziemi, w kraju dzieciństwa, w komunii z klasą robotniczą,  inteligencją i ludźmi bez formy. Bez trudu odnajdywał dawne nazwy, kształty, barwy, twarze… ale niestety wszystkie były już nie z tego świata, nie miały w sobie ziemskiego błysku, żywotności, były spowite niewidzialnymi chmurami obojętności i całkowicie wykrwawione z seksapilu.

(więcej…)

Europa ? Niech sobie zdycha, jak lubi !

15 sierpień 2009

Jestem świeżo po lekturze „Pora umierać” K. Zanussiego. Jakże łatwo zaakceptować darwinizm społeczny, gdy się posiada dobre zdrowie i trochę szczęścia. Jakże łatwo wtedy stanąć do walki z twarzą promieniejącą uśmiechem. Jakże łatwo wówczas okazać swoją wyższość wszystkim, którzy nie nadążają i są psychicznie pokrzywieni.

Zanussi bezbłędnie podaje powody tego, że my Polacy i ogólnie Słowianie jesteśmy trochę niedodziałami, że brak nam zacięcia do zmieniania świata i łatwo ulegamy zwątpieniu. To m. in. kwestia religii i naszego peryferyjnego położenia - twierdzi Zanussi. Im większej uległości wymaga religia, którą się wyznaje, tym mniejsza wiara w swoje własne siły, tym większa skłonność do zdawania się na wolę Bożą, albo Los i tym samym mniejsze parcie na to, co zowie się osobistym sukcesem.

Wschód i Zachód to dwie odmienne rzeczywistości. Człowiek Wschodu jeżeli osiąga sukces, to najczęściej w zderzeniu z Zachodem, przyswoiwszy sobie zachodnią skalę wartości. Zdając się na wschodnią, na przykład - prawosławną, filozofię życiową nie jesteśmy w stanie rozwinąć w pełni skrzydeł. Przyjmując prawosławny punkt widzenia, chcąc nie chcąc, godzimy się na pewien fatalizm losu. Polacy są pośrodku tych biegunów, stąd dość duże zróżnicowanie postaw w zależności od tego, z którą częścią Polski mamy do czynienia.

Zanussi to facet z pewną wrodzoną pogodą ducha, typ wręcz genetycznie predestynowany do optymizmu, tryskający zdrowiem i umiejący smakować życie. Oczywiście ciężką pracą pomnożył otrzymany kapitał, ale gdyby był typem neurastenicznym, jego rady dla rodaków byłby zupełnie inne, inne byłyby też jego priorytety i oczywiście - filmy. Nie byłby już tak zapamiętałym wrogiem inercji, już by go szlag nie trafiał z powodu czyjejś apatii czy znużenia, bo musiałby wtedy samego siebie usadzić na ławie oskarżonych.

Prawdę mówiąc ten facet mnie drażnił. Drażniła mnie jego ugłaskana uprzejmość, lalusiowatość, jego uśmiech zawsze na wysoki połysk i nabożny sposób głoszenia trywialnych prawd. Nie mogłem się połapać, ile w tym co robi jest pozy, a ile szczerości. Jego zadowolona twarz, to właściwie tabula rasa - nie ma na niej żadnych prawdziwych emocji, żadnego cierpienia, żadnej historii, wyraża co najwyżej radość chłopca, którego bawi płoszenie wróbli. I ta jakaś oślizgła układność, akuratność, to mistrzostwo asekuracji i mimikry… Iwaszkiwicz uchodził za uosobienie konformizmu, ale u niego wiązało się to z pewnym dramatyzmem i wielkim ładunkiem liryzmu, dzięki czemu wydawał się człowiekiem ze wszech miar ciekawszym.

(więcej…)


Subskrypcja
RSS