Archiwum kategorii ‘Polityka’

Polityk idealny

3 czerwiec 2009

Polska to jest piękna rzecz, tak piękna, że trudno o niej  mówić nie narażając tej piękności.

Jan Lechoń, Dziennik, 3 X 1954

Kaczyńscy to politycy, którzy nie dają się lubić. Ich obrażone twarze, wieczne pretensje do świata, brak luzu i optymizmu, powodują, że kiepsko sprzedają to, co wydaje się u nich najcenniejsze: patriotyzm i osobistą uczciwość, zwłaszcza w sprawach majątkowych (w samej polityce pojęcie uczciwości jest niestety relatywizowane).

Najbardziej chyba gubi ich małostkowość. Takie rzeczy jak rozpychanie się z premierem o krzesło zawsze wygrywane będą przeciwko prezydentowi, ponieważ istnieje przekonanie - na które obaj bracia pracowali - że Kaczyńscy, to kłótliwi ludzie i robią niepotrzebną zadymę. Tymczasem w sprawie wyjazdów do Brukseli Tusk mógł wobec Kaczyńskiego wykonać jakiś przyjazny gest: po pierwsze - prezydent do głowa państwa, a po drugie - jest starszy od Tuska. Polityka zagraniczna rządu by się z pewnością nie zawaliła, gdyby Tusk okazał się w tej sprawie bardziej elastyczny i lepiej wychowany. Wiele spięć na linii: rząd - prezydent, to efekt Tuskowego uporu, oślego uporu.

Prezydent też nie był bez winy - gdyby zamiast szarpać się z rządem, postępował bardziej niestandardowo i pomijał milczeniem afronty Tuskowych ministrów, byłby z pewnością górą.

(więcej…)

Nieuczciwy start w niepodległe 20-lecie

31 maj 2009

Wielkie zwycięstwo, które Solidarność odniosła w 1989 r., było w znacznym stopniu efektem propagandowej manipulacji.

Dopóty więc główni autorzy transformacji i wspieracze obozu reform, nie powiedzą ludziom: „Przepraszamy ! W kampanii wyborczej w 1989 r.  kłamaliśmy, obiecując rzeczy niemożliwe i wyłudzając wasze poparcie dla działań, które - gdyby były szczerze opisane - mogłyby być dla was nie do przyjęcia”, dopóki nie będzie można mówić o uczciwości w naszym życiu społecznym.

Komuna wbrew pozorom przedłużyła Polakom młodość. Pozwalała beztrosko imprezować i układać idealistyczne plany naprawy Rzeczypospolitej. Nikt do końca nie odpowiadał za swoje życie. Ludzie mieli dużo czasu na rozrywki, picie wódki, przyjaźnie, słuchanie muzyki, chyba nawet częściej czytali książki…

Przeciętny Polak miał za komuny o wiele większy krąg przyjaciół i znajomych niż obecnie. Teraz młodzi ludzie przedkładają pracę nad imprezowanie - w poprzednim ustroju wydawało się to wręcz sprzeczne z naturą. Tylko zwolennicy reżymu lub życiowe niedorajdy, mogły za komuny uchodzić za ludzi zapracowanych bez szkody dla swojego wizerunku. Resztę, która chciała być normalna, obowiązywał luz blues.

Czy ludzie byli szczęśliwsi ? Narzekanie było naszym narodowym sportem, ale psychicznie wielu ludzi czuło się zdrowiej. Mniej było wykluczonych, rencistów pacjentów przychodni zdrowia psychicznego… Było więcej solidarności i bezpośrednich kontaktów między ludźmi. Konkurencja i rywalizacja na śmierć i życie okazały się na dłuższą metę wrogiem życia rodzinnego, koleżeństwa, a nawet przyjaźni.

(więcej…)

Podwójne standardy niemieckiej polityki

30 maj 2009

Czy w niemieckiej polityce będą teraz obowiązywać podwójne standardy ? Czy  w czasie kampanii wyborczej Niemcy będą wskrzeszać ducha rewizjonizmu i prężyć muskuły, a po wyborach szybko się z tego wycofają ?

Poniosło mnie  w poprzednim wpisie (oświadczenie CDU/CSU). Wczoraj ambasador Niemiec w Polsce tłumaczył, że w stosunkach polsko-niemieckich nie zaszła żadna zmiana. Oświadczenie CDU/CSU  to tylko element kampanii wyborczej - zapewniał, a politycy Platformy Obywatelskiej wezwali do spokoju.

Oczywiście spokój jest cenniejszy niż żywiołowe wystąpienia m. in. braci Kaczyńskich. Ale na tym koniec racji PO i to co najmniej z dwóch powodów: 1) roszczenia Niemiec zawsze miały tendencję do eskalacji, 2) tłumaczenie, że uchwała podjęta w trakcie kampanii wyborczej jest mniej wiążąca - jest niewiarygodne. Podęły ją przecież partie mające większość parlamentarną i uchodzące za umiarkowane. Czy to znaczy, że w niemieckiej polityce będą teraz obowiązywać podwójne standardy ? Czy to oznacza, że w czasie kampanii wyborczej będą Niemcy wskrzeszać ducha rewizjonizmu i prężyć muskuły, a po wyborach szybko się z tego wycofają ?

Wybory w Niemczech odbywają się dość często (wybiera się tam parlament, władze lokalne, krajowe, federalne, partyjne, europosłów). Jest więc duże prawdopodobieństwo, że w najbliższych latach pojawią się ze strony Niemiec kolejne roszczeniowe uchwały.

Niemcy doskonale wiedzą, że kwestia granic to dla Polaków problem drażliwy. Po co więc prowokują ? Przecież zdają sobie sprawę, że dobrowolnie Polacy nie ustąpią w tej kwestii ani o krok. Czy nasi politycy kwestionują prawo Litwinów do Wilna lub Ukraińców do Lwowa ? A godzi się  pamiętać, że Polska utraciła te miasta w wyniku hitlerowsko-sowieckiej agresji.

Tzw. przyjaźń polsko-niemiecka zbudowana jest bardzo kruchych podstawach, skoro CDU/CSU buduje swój kapitał polityczny nie na wspólnych przedsięwzięciach z Polską, lecz na pokpiwaniu sobie z rzekomych polskich „przyjaciół”.

I jeszcze jedno: niektórzy powiedzą pewnie, że nie można dokonywać nadinterpretacji uchwały niemieckich chadeków i trzeba trzymać się ściśle jej litery. Wszak nie jest w niej stwierdzone ekspresis verbis, że partie niemieckie kwestionują przebieg granicy z Polską. Nie przekonuje mnie to.

Jeżeli nie będziemy dmuchać na zimne, to kiedyś takie stwierdzenia się pojawią. Jeszcze kilka lat temu taka rzecz, jak domaganie się, żeby agresor został uznany za ofiarę, wydawałoby się niemożliwością, podobnie jak niemożliwym wydawało się odrodzenie się w Niemczech faszyzmu, nawet w marginalnym wymiarze…

Gdy ludzie dobrej woli przestają trzymać rękę na pulsie, prawdopodobne zło szybko staje się ciałem.

Polecam: Gazeta.pl - Biedny Polak patrzy na obcych

Oświadczenie CDU/CSU: Czy Niemcy wyciągną ręce po Kaliningrad ?

27 maj 2009

Nie wyobrażam sobie sytuacji, że między kilkoma państwami Unii Europejskiej wybucha prawdziwy konflikt terytorialny. Zatem takich skutków niemieckiego rewizjonizmu, które by pociągnęły za sobą korektę granic, najprawdopodobniej nie będzie, ale będzie konflikt medialny, będzie też po obu stronach wielkie bicie piany,  odżyją stare resentymenty, wzrośnie podejrzliwość, a w niektórych kręgach nawet polsko-niemiecka wrogość. Brzydzę się taką perspektywą.

Oświadczenie dwóch niemieckich partii CDU/CSU, które domagają się m. in. międzynarodowego potępienia wypędzeń, źle wróży stosunkom polsko-niemieckim. Nie można oczywiście popadać w histerię jak europoseł  Czarnecki, ale udawanie, że nic się nie stało, byłoby już polityczną ślepotą.

Zachowanie CDU/CSU dowodzi, że Niemcy przestali się już krępować tzw. poprawnością polityczną i walą prosto w oczy to, co bardzo wielu z nich myślało już od dawna. Niemcy za pośrednictwem partii rządzącej mówią nam, że nigdy się nie pogodzili z przebiegiem swojej granicy na wschodzie, że patrzą na świat oczyma „strasznych  [Tuwimowskich] mieszczan i wszystko co dotyczy najnowszej historii  widzą osobno: osobno rozpatrują okropności na jakie narazili swoich sąsiadów w wyniku zaborczej i najkrwawszej z możliwych wojny i osobno pochylają się nad losem wypędzonych, osobno patrzą na miliony ofiar wśród polskiej ludności cywilnej (o ile je w ogóle dostrzegają) i osobno patrzą na dramat Niemców, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia swej ojczyzny. Ich możliwości przekracza również połączenie węzłem przyczynowo-skutkowym polskich wypędzeń ze Wschodu - będących efektem wywołanych przez nich II wojny - z wypędzeniami własnych rodaków z Prus Wschodnich.

Oczywiście takie wnioski można wysnuć tylko z ich deklaracji, bo realu aż tacy „ograniczeni” to oni nie są. Doskonale wiedzą ilu ludzi wymordowali i kto i dlaczego zdecydował o granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.  Wolą jednak rżnąć głupa, by drażnić nielubianych Polaczków.

(więcej…)


Subskrypcja
RSS