Archiwum kategorii ‘Religia’

Religia musi uwierać

7 czerwiec 2009

Religia katolicka nie jest po to, by była miła, sympatyczna i wygodna w „użyciu”.

Religia wymaga otwarcia się na cierpienie, cierpienie dobrowolne, które ma moc uświęcającą. Wszak cierpieniem Jezus Chrystus odkupił grzechy świata, a każdy prawdziwy chrześcijanin powinien być naśladowcą Syna Bożego. Oczywiście w takim wymiarze, na jaki go stać, na jaki pozwala mu jego grzeszna natura.

Radość w chrześcijaństwie jest bezpośrednim następstwem ludzkiej ofiarności. Ofiarności na rzecz Boga i bliźnich. Życie chrześcijanina, to ciągłe zapasy z jego grzesznym alter ego. Im więcej zwycięstw odnosi w ciągu dnia, im więcej dobrego udało nam się zrobić, tym spokojniejsze ma sumienie, tym bogatszy staje do wieczornej rozmowy z Bogiem.

Celem chrześcijaństwa nie jest bynajmniej ciągłe zaniżanie wymagań wobec siebie i innych. Tymczasem właśnie tego od Kościoła oczekują i liczne rzesze wiernych,  i niewierzący, określający się jako ludzie Kościołowi życzliwi.  - Dotychczasowe nauczanie Kościoła jest nieżyciowe ? - krzyczą. Kościół nie potrafi iść z duchem postępu. Kościół jest wsteczny, zacofany i oderwany od problemów swoich wyznawców. Według wskazań Kościoła nie da się po prostu żyć - można usłyszeć.

(więcej…)

Nieznalska przegrała sromotnie z dobrym smakiem

6 czerwiec 2009

Nieznalska wygrała z LPR i prokuraturą, ale przegrała sromotnie z dobrym smakiem. Wytaczanie procesów artystom to kiepski pomysł. Ze sztuką, zwłaszcza tą marną, nie walczy się paragrafami. Marna sztuka z czasem obumiera sama. Tak też by się stało z „Pasją” Doroty Nieznalskiej.

Tymczasem wieloletni proces podniósł tę zupełnie wcześniej nieznaną artystkę do rangi męczennicy, gotowej polec dla dobra wolności sztuki. Szybko znalazła zagorzałych zwolenników, wspieraczy, podpieraczy i… klakierów. Wątpię jednak czy „Pasja” przysporzyła jej prawdziwych przyjaciół.

Gdyby tak było, to szybko by ją odwiedziono od lansowania tego pomysłu nie tyle ze względu na jego treść, ile na jakość. Jak bezradny musi się czuć artysta, który ucieka się do wykorzystywania religijnych symboli w artystycznej prowokacji ? Jest przecież rzeczą oczywistą, że takie rzeczy ludzi drażnią, że będzie na ten temat krzyk, że rzecz trafi do mediów, które jeszcze bardziej wszystko podkręcą i przyciągną uwagę kolejnych obrażonych. Prowokacja z krzyżem i genitaliami w tle nie jest z pewnością projektem pomysłowym. To podczepianie się ze swą wątpliwą sztuką pod potężny balon ludzkiej frustracji. Nadmuchuje się go uderzając w symbole, będące dla milionów świętością.

(więcej…)

Bez Piekła Niebo pustoszeje

1 czerwiec 2009

Dzisiejsza religijność wydaje się religijnością głębokiego namysłu, a nie żarliwości. Taka religijność nie potrzebuje nowych proroków oraz świętych i męczenników.

Miłosz pisze w „Drugiej przestrzeni”:

Płaczmy, lamentujmy po wielkiej utracie.
Porysujmy węglem twarze rozpuszczajmy włosy.
Błagajmy niech nam będzie wrócona
Druga przestrzeń.

Chodzi mu o nasz pośmiertny los, a raczej o brak pośmiertnego losu. Piekło i Niebo świecą pustkami. Nawet jeżeli uznamy, że coś po śmierci jednak jest, to i tak nie ma to wydźwięku moralnego, między pośmiertnymi światami nie ma już zasadniczego konfliktu: siły ciemności nie toczą wojny z siłami światła. Nie chce nam się wierzyć w ordynarną rzeczywistość piekielną.

Jesteśmy w swych wyobrażeniach bardziej stonowani, wysubtelniali, wysmakowani, nie rozdzielamy Piekła i Nieba nieprzebytą przepaścią. Piekło kłóci się z w naszym empatycznym widzeniem losu człowieka. Ba, zabrania nam nawet tego miłość do bliźniego: – „Nie czyń drugiemu tego, co tobie niemiłe” - wydaje mi się, że dopiero teraz dojrzewamy do wypełnienia tych słów treścią.

Czujemy się coraz bardziej niepowołani do opisywania rzeczywistości nadprzyrodzonej oraz autorytatywnego wypowiadania się na temat systemu pośmiertnych kar i nagród. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że ludzki sposób pojmowania sprawiedliwości jest ułomny.

(więcej…)

Krótkie spodenki religijności

30 maj 2009

Jakże uboga i płocha była  moja religijność. Miała krótkie spodenki, cherubinową buzię i jeździła na dziecięcym rowerku. Wytrzymała, co prawda, próbę, kiedy przesiadałem się na męski rower, ale gdy zadałem jej pierwsze egzystencjalne pytanie, czmychnęła w popłochu, przerażona bluźnierczą bezczelnością młodości.

Wątpliwość absolutna, nawet gdy zawitała na chwilę, stawała się dla niej śmiertelną trucizną. Odtąd wiara nie była już światem danym, bezpiecznym i obiecującym, odtąd wszystko było nicością. Odzyskiwanie wiary oznaczało wydzieranie żywiołowi nicości po kawałku stałego lądu, osuszanie bagien i żmudne nawadnianie pustyni. Wiara stała się katorżniczą robotą, której dobroczynne skutki natychmiast zanikały, gdy tylko umysł spoczął na laurach. Łatwo było „zabić Boga”, ale „wskrzesić go” w całej okazałości  i przywrócić mu nieograniczoną moc, to wysiłek już nie na moją miarę.

Choć bardzo się staram,  zdecydowana większość spraw człowieka i Wszechświata, wydaje mi się nadal bezpańska. Bóg jeśli przemawia, to bardzo nieśmiało, jakby się trochę wstydził swych słów, jakby się bał, że znowu odmówią mu gościny. Przyparty do muru - zmienia temat, robi uniki, zasłania się brakiem legitymacji społecznej. Czasami szepce kwiatkiem, trawą zieloną, rumiankiem i kromką chleba.

(więcej…)


Subskrypcja
RSS