Radość upadania ?
Co zrobić w taki dzień, kiedy człowiek dziwi się drzewom, że zielenieją, kwiatom, że zakwitają, wiatrowi, że wieje, kotom, że mruczą, psom, że merdają ogonami, ptakom, że śpiewają… Że też im się to wszystko chce.
Spieszą się, by pożyć, by zaistnieć, zatańczyć przed Stwórcą. Niezawodny instynkt każde im błyszczeć, wabić, czarować, stroić się w godowe szaty, szeptać czule i prężyć grzbiety. Tak to wszystko kombinuje, przeciska się w kolejce do chwały, reklamuje się i rozpycha łakociami….
Moja silna wola jest bezsilna wobec żywotności natury. Mogę dzięki niej rozwiązywać matematyczne zadania i wiele innych rzeczy, których nie lubię. Ale pożyć tak z wdziękiem, z błyskiem w oku… ni cholery. Przynajmniej nie dziś, przynajmniej nie teraz.
Co prawda, powtarzam sobie: muszę, muszę, muszę… ale nie jestem czarodziejem. To tylko hałaśliwe maskowanie pustki.
Radość upadania ? W czym ona gorsza od innych ?
Tagi: instynkt życia, natura, stwórca