PRL-owski raj Lecha Kaczyńskiego
Prezydent Lech Kaczyński zapytany, jak sobie wyobraża raj, odpowiedział m. in., że jako rajską uważa scenę „kiedy pije sobie z Jarkiem wodę z sokiem z saturatora”. Wyznanie to rzuca ciekawe światło na, zwalczany przez Kaczyńskich PRL, który widziany okiem sentymentalnego Lecha, z wysokości Pierwszej Osoby w państwie - urasta do rangi rajskiej krainy.
Wygląda na to, że Lech Kaczyński nie pragnął zmartwychwstać jako prezydent wolnej Polski, tylko jako dziecko. W kraju dzieciństwa ! Jest wielka magia w tych słowach. Do kraju dzieciństwa przenosili swoje dusze nasi wieszcze narodowi, żołnierze tułacze, wielcy mężowie stanu na wygnaniu i niepiśmienni polscy chłopi, którzy musieli wyruszyć w świat za chlebem. Każdy chciał wrócić do ojczyzny swoich wspomnień, tęsknotą przemienionej w raj, młodej i beztroskiej, tak jak młode i beztroskie są dziecięce serca.
Nie wiadomo o jaki dokładnie okres chodziło prezydentowi. Nie wiadomo czy już wtedy „ukradł” z Jarkiem księżyc, czy dopiero się przygotowywali do tego skoku życia. Jedno jest pewne: dzieciństwo braci Kaczyńskich przypadło na okres stalinizmu i gomułkizmu. W setkach jeżeli nie tysiącach relacji, czasy te jawią się jako szare, bure, biedne i straszne. Więzienia wypełnione były polskimi patriotami, ludzie byli zastraszeni i sponiewierani. Przestrzeń publiczną wypełniały kłamstwo i fałsz, a dzieciom brakowało zabawek. Małym Kaczyńskim nie odbierało to jednak radości życia. Mieli kochającą matkę, nie cierpieli głodu, otoczeni byli miłością, cieszyli się życiem tak, jak tylko dzieci cieszyć się potrafią. Zapewne żaden inny napój nie smakował później Lechowi tak bosko, jak ta wspomniana woda z saturatora.
Komuniści uśmiercili wielu wartościowych Polaków, skłócili naród, zatruli przestrzeń publiczną, ale nie zatruli wody sodowej. Nie zaprawili goryczą cukrowej waty. I co bardzo ważne, nie zniszczyli kochanej przez Kaczyńskich Warszawy, lecz raczej patronowali jej odbudowie. Oczywiście twórcą ich raju na ziemi nie byli komuniści, tylko przede wszystkim matka, związana zawodowo z zawiadywanym przez komunistów Instytutem Badań Literackich PAN, ale wiadomo przecież, że nawet najbardziej karkołomne usiłowania bohaterskiej sanitariuszki z AK, nie zdałby się na wiele, gdyby stopień zniewolenia Polaków w PRL był na przykład porównywalny ze zniewoleniem narodów sowieckich.
Spotkało nas przekleństwo komunizmu. Bywało strasznie. Mamy prawo do rozpamiętywania niezasłużonych upokorzeń, mamy święte prawo do upominania się o cześć dla pomordowanych, ale czasami przebieramy w tym miarę.
W lesie katyńskim jest więcej pomordowanych obywateli ZSRR niż Polaków, a przez cały okres komunizmu wymordowano Sowieckiej Rosji co najmniej dziesięć razy tyle Rosjan, co obywateli polskich. Ukraińcy zapłacili za „najszczęśliwszy ustrój” sześcioma milionami zagłodzonych na śmierć. Listę miejsc kaźni i narodowców przetrzebionych przez komunizm można by ciągnąć w nieskończoność. Jako naród, który padł ofiarą komunizmu jesteśmy więc częścią wielkiej rodziny poranionych przez zbrodniczy system. Rzadko o tym pamiętamy, zapatrzeni we własne rany, rzadko zdobywamy się na słowa szczerego współczucia wobec braci Rosjan, Ukraińców, Litwinów, Białorusinów, Gruzinów, Azerów, Ormian i wielu innych. Nie jesteśmy w stanie docenić faktu, że nasz obskurny PRL - mimo zbrodni i terroru - dawał nam o wiele więcej szans na budowanie swoich prywatnych świątyń patriotyzmu, niż to było możliwe w republikach sowieckich.
Powiem nawet więcej: nie było w naszej historii takiego okresu, w którym szczęście choćby dla nielicznych, nie byłoby w ogóle możliwe. Przecież nawet w czasie okupacji ludzie się zakochiwali i pobierali, bawili się i na miarę ówczesnych możliwości korzystali z życia. Przeżywali swoje chwile szczęścia w getcie warszawskim, i w czasie Powstania Warszawskiego, na syberyjskim zesłaniu i rzecz niewiarygodna… w obozach koncentracyjnych (Imre Kertesz, „Los utracony”).
Zawsze też dość liczna rzesza, doświadczała piekła także w czasach dla ojczyny szczęśliwych. Czyż w Najjaśniejszej Rzeczypospolitej nie było biedaków, zdradzonych i wykluczonych ? Czyż nie brakuje ich także w Polsce dzisiejszej ? A czyż prezydent Kaczyński największego rozczarowania nie przeżył właśnie w ostatnich latach życia, które jawią się niektórym jako okres „powszechnej szczęśliwości” ? Pozycję pierwszego po Bogu, liczne grono akolitów, splendory, honory… wszystko to oddał za chwilę dzieciństwa i szklankę wody z peerelowskiego saturatora.
Pokpiwamy często z ludzi o peerelowskich tęsknotach, którzy swój najbardziej twórczy i szczęśliwy okres życia przeżywali właśnie w PRL. Nie rozumiemy, iż oczekując od nich całkowitego potępienia tamtego okresu, każemy im zaprzeć się swej młodości, chcemy by wstydzili się radości najpiękniejszych lat. Nie dowierzamy, że w niesuwerennej ojczyźnie wielu potrafiło skutecznie zawalczyć o szczęście własne i szczęście własnych rodzin, nie czyniąc przy tym nikomu krzywdy. A przecież gdyby ustrój wszystkich unieszczęśliwiał, to nie byłoby komu odzyskiwać niepodległości. Bylibyśmy społeczeństwem ludzi zgnuśniałych, zgorzkniałych, obrażonych na cały świat i na samych siebie, a inni patrzyliby na nas z pogardą.
Cieszy mnie, że Lech Kaczyński - acz najprawdopodobniej zupełnie nieświadomie - troszeczkę rozjaśnił wspomnieniem swej dziecięcej radości to czarne PRL-wskie niebo, uświadamiając jednocześnie niedowiarkom, że osobiste szczęście i najlepszy ustrój nie zawsze stanowią dobraną parę.
Tagi: dzieciństwo, Lech Kaczyński, prezydent, raj, saturator
kwiecień 20th, 2010 at 23:30
Witaj, bardzo trafne spostrzeżenia dotyczące polskiego rozpamiętywania wyłącznie własnych krzywd, z pominięciem całego kontekstu, że inni w tym czasie równiez cierpieli, nieraz znacznie dotkliwiej. Niestety w podsycaniu tego niezdrowego poczucia krzyywdy i widzenia historii przez pryzmat ofiar i męczeństwa miał udział prezydent rozmiowany w martyrologii. Co było tylko częścią większej strategii (rodem z Żoliborza) bo społeczeństwem w stanie zagrożenia i szukającym odwetu za poniesione straty łatwiej rządzić. To była taka kaczystowska etiuda na cztery ręce: “ja będe naród rozmiękczał wspomnieniami o herosach a ty postraszysz współczesnymi wrogami. W ten sposób Polacy nigdy nie przejrzą na oczy, a my bedziemy popijać wodę z saturatora”
sierpień 21st, 2011 at 11:05
I took my first credit loans when I was 32 and that helped my business a lot. Nevertheless, I need the financial loan once more time.