Kryształowy Klenczon

Przypadkiem trafiłem na płytę z nagraniami Krzysztofa Klenczona. Gdyby takie utwory powstawały dziś, byłby nie do słuchania jako wykwity naiwności i taniego sentymentalizmu. Jednak jako wspomnienie lat 60. i 70. odzyskują szczerość, siłę oddziaływania i artyzm. Jest w nich czystość, prostota i nadzieja wręcz plakatowa, 1-majowa, ludyczna. Radość bycia młodym, kochającym i kochanym jest tak czysta, jak źródlana woda i tak zielona jak trawa…

Przypomina to trochę świat u progu nowej epoki, wolny od nihilizmu oraz wszelkich trucizn i brudów cywilizacji. Szczęście jest tuż, tuż. Wszystko zmierza ku dobremu. Miłość i przyjaźń uskrzydlają. Od tego czasu świat dojrzał, stał się bogatszy i mądrzejszy, ale też bardziej zblazowany. Prawdziwe emocje i uczucia pokryte są blichtrem, okazywane wprost - budzą obciach. Modne jest wypalenie oraz profesjonalizm, dzięki któremu żyje się efektywniej, szybciej i wygodniej, ale za to bardziej samotnie i bezdusznie: bez młodości, bez starości, bez przyjaciół i coraz częściej bez rodziny.

Na zewnątrz wszyscy odgrywają rolę wiecznie młodych i rozwijających się, lecz w samotności tęsknią za starczym spokojem, bo nic bardziej męczącego niż pogoń za utraconą młodością epoki, która szczęśliwie rozprawiła się z utopią.

Świat bez błędnych rycerzy ducha, bez naiwnych, którym marzy się życie bez kłamstw, hipokryzji i rozpychania się łokciami, jest światem ginącym, a człowiek w tym świecie istotą coraz bardziej zdegustowaną i złaknioną sztucznych podniet.

Dziś już nie wystarczy czysta woda i trwa zielona, żeby przeżyć dreszczyk emocji - trzeba uprawiać sporty ekstremalne albo wybrać się na lodowiec. Jutro być może „ratunkiem” będzie tylko podróż w Kosmos. I pomyśleć, że to wszystko wyłącznie po to, by się kosmicznie rozczarować. Wszak tylko zadżumieni mogą uwierzyć, że pustka Kosmosu, będzie ciekawsza niż siedzenie na trawie i słuchanie śpiewu ptaków.

Tagi: , , , , , , ,

Dodaj odpowiedź


Subskrypcja
RSS