Nie wszyscy patrioci liczą się dla ojczyzny tak samo

Ojczyzna to nie tylko państwo, nie tylko groby i ziemia, lecz także ludzie. Bardzo konkretni ludzie z określonymi zaletami i wadami. Czasami zachowujący się heroicznie, a czasami tchórzący, czasami mądrzy, arcymądrzy, a czasami mali i głupi. Moja ojczyzna to słuchacze Radia Maryja i polscy liberałowie, polscy libertyni i purytanie, polscy nihiliści i entuzjaści… Wybaczam im trochę więcej niż innym narodom, ich sukcesy bardziej mnie cieszą niż obywateli Rosji, Niemiec, Francji… To oni w moich marzeniach są solą ziemi i pępkiem świata. 

 O patriotyzmie mówi się ostatnio sporo, jednak owe dyskusje nie przybliżają nas do zgody narodowej, ponieważ każdy rozumie to zjawisko inaczej. Jedni próbują je wartościować i stopniować, a inni krzyczą, że nie ma lepszego i gorszego patriotyzmu, że wszyscy, którzy mienią się patriotami bezsprzecznie zasługują na to miano. Jeszcze inni kwestionują patriotyzm jako umiłowanie ojczyzny narodowej, bo w dobie jednoczenia się Europy prymat powinny mieć interesy ogólnoeuropejskie.
Postanowiłem więc i ja dołożyć swoje trzy grosze. Czynię to jednak nie po to, by zapewnić o prawomyślności mojego patriotyzmu, tylko podjąć próbę odpowiedzi na pytanie: jaki patriotyzm jest mojej ojczyźnie najbardziej potrzebny.
Piszę w pierwszej osobie, choć w praktyce mój sposób wyrażania przywiązania do ojczyny  lekko odbiega od poniższego modelu. Na cóż, nie jestem ani  doskonały, ani ojczyźnie niezbędny. Poruszam ten temat jako pewien problem teoretyczny, który łatwiej mi rozważać, gdy odnoszę go do siebie.

 

W niektórych kręgach poprawność polityczna zabrania wypowiadać się zbyt ciepło o własnej ojczyźnie. Wiadomo Europa ! Ale czyż Niemcy, Rosjanie, Francuzi nie myślą dokładnie tak samo ? Czyż dewiza: „Milsza koszula ciału” nie rządzi nadal Europą ? Czyż przedstawiciele poszczególnych państw unijnych nie walczą o swoje interesy ? Czyż Wielka Brytania nie walczyła do upadłego o uprzywilejowane warunki swego członkostwa w Unii. Czyż Francuzi, Brytyjczycy, Niemcy… nie troszczą się w pierwszej kolejności o siebie ?

Profesor Geremek z żalem kiedyś stwierdził, że w Unii Europejskiej interesy narodowe biorą górę nad interesami ogólnoeuropejskimi, dając w ten sposób dowód swej naiwnej wiary w bezinteresowne braterstwo narodów. Widocznie marzenia o utopii nie zawsze wietrzeją z wiekiem. Zawsze jednak utopia prowadzi do porażki.

Dyplomacja to sztuka hipokryzji. Władze USA  zapewniają Polaków, że Polska jest ich przyjacielem i sojusznikiem. Jednak trzeźwi komentatorzy tłumaczą: USA to dla Polski bardzo ważny sojusznik, trzeba zabiegać o jego przychylność, bo dużo może. Będzie jednak tak długo naszym sojusznikiem, jak długo niektóre interesy USA będą się pokrywać czy krzyżować z interesami Polski. Wszak politycy amerykańscy zanim się w cokolwiek zaangażują, muszą mieć pewność, że to, co robią, jest dobre dla Ameryki, że to się Ameryce w sensie materialnym bądź prestiżowym opłaca. Jak bezpardonowo potrafią zabiegać o swoje świadczy choćby ich egoistyczna postawa podczas podziału łupów w Iraku (kontrakty na odbudowę). Wtedy jakoś nie pamiętali o sojusznikach. Czy można jednak mieć do nich pretensje ? W końcu „bliższa koszula ciału”.

Czyż można mieć pretensje do Francji, że nie chce się pogodzić z utratą statusu największego beneficjenta dopłat unijnych ?  Czyż można mieć pretensje do Niemiec, że nie chcą już pełnić w Unii roli dojnej krowy ? Płacili chętnie dopóki mieli w tym interes: Niemcy tylko w strukturach międzynarodowych mogli liczyć na w miarę szybkie wyjście ze smugi cienia wywołanej nazizmem i to tylko jako donatorzy, tylko jako dobrzy wujkowie i wzorowi demokraci, tylko taka rola gwarantowała im pełną emancypację, a w końcu nawet supremację wśród państw Europy Zachodniej oraz zamazanie, zapomnienie… zbrodni wojennych.  Dziś wypominanie im win sprzed kilkudziesięciu lat, to już nawet nieprzyzwoitość. Dziś mogą sobie nawet pozwolić na legalizację organizacji neofaszystowskich.  Zatem łożąc na Unię inwestowali w swoją przyszłość. I bardzo im się to opłaciło.

Miłość do ojczyny to uczucie bezwarunkowe: ceni się ją nie za to, że coś nam daje, lecz za to tylko, że jest, podobnie jak kocha się dzieci czy rodziców. Leży mi na sercu los wszystkich dzieci na świecie, ale pierwszym obywatelem świata jest mój syn. Znam jego wady i słabości, czasami mnie irytuje, czasami nawet doprowadza mnie do wściekłości, ale nie ma rzeczy której bym mu nie wybaczył. Niczym się jeszcze nie zasłużył, ale samym swoim istnieniem daje mi więcej niż wszystkie inne dzieci świata. Ojczyna też nieraz bardziej irytuje, niż napawa dumą, ale nie sposób jej wymienić w sercu na jakąkolwiek inną. Albo ją się akceptuje w całości z całym dobrodziejstwem inwentarza, albo jest się patriotą tylko warunkowym.

Prawdziwy patriotyzm jest irracjonalny. Nie zalety ludzi się liczą, lecz sami ludzie, nie to czy należą oni do pierwszej ligii cywilizacji, nie to czy są sumieniem świata, nie to czy mędrcami Europy ! Nawet gdyby ludność mojego kraju składała się z samych warchołów, głuptasów, pobrzękiwaczy szabelką, dziwaków i pokręconych, to i tak wszyscy pozostaliby moimi rodakami, których los interesuje mnie bardziej niż reszty świata.

Prawdziwy patriotyzm to pewien rodzaj zgody na nasz charakter narodowy, bez względu na to, jaki on by nie był. Nie jestem typem, który ceni sobie emocjonalne zachowania. Denerwują mnie sytuacje, kiedy bohaterstwo zbyt daleko wybiega przed rozum[1] (czego żniwem są najczęściej niepotrzebne trupy), kiedy moi rodacy dopatrują się Palca Bożego, w tragediach, które są zwykle efektem niedbalstwa, niepotrzebnej brawury lub wolnej improwizacji, ujawniającej swe oblicze zwykle wtedy, gdy niezbędna jest organizacja i dyscyplina. Ale czy z tego powodu moi rodacy są mi mniej bliscy ! Czy to mi daje prawo, aby ich pouczać strofować, wzywać do tablicy i przywoływać do porządku ? Czy to upoważnia mnie do wyzywania ich od histeryków, zadymiarzy, niedbaluchów, siakich i owakich ? Czy gdybym postępował w ten sposób, dałbym świadectwo swej tolerancji dla ich inności, dla ich sposobu przeżywania emocji  i podejścia do życia ? Czy może popadłbym w tani dydaktyzm, który jest równie odpychający jak rozbuchane cierpiętnictwo i tromtadracja ? Jedno jednak wydaje się pewne: skoro moim rodakom podoba się być takimi, jacy są, to mnie nie pozostaje nic innego, jak to uszanować. Nie zamierzam sobie wybierać innego narodu, szanuję ten, którego jestem częścią i to z nim, a nie z innymi narodami (być może mądrzejszymi i bardziej odpowiedzialnymi) wiążę swój los. Temu narodowi najbardziej kibicuję i jego sukcesy najbardziej mnie cieszą.     

Oczywiście staram się być sprawiedliwy i obiektywny. Jestem za przyjaźnią z Niemcami, Rosjanami i wszelkimi innymi narodami. Jestem za tym, by Polska pomagała biedniejszym od siebie i dzieliła się z innymi odpowiedzialnością za swój kontynent i świat.

Jestem też zwolennikiem racjonalizmu. Wszelkie teorie mesjanistyczne (łącznie z teorią „narodu wybranego”) przyprawiają mnie o skręt kiszek. Jednak racjonalizm jest sam w sobie jest pusty. Racjonalizm to tylko metoda osiągania irracjonalnych celów. Prawdziwy patriotyzm to urzeczywistnianie racjonalnymi środkami irracjonalnej idei przywiązania do ojczyzny, nawet jeżeli ojczyzna nam tego nie odwzajemnia. Dlatego usprawiedliwione są wybujałe emocje, potoki łez i sny o potędze. Nie sądzę, aby osobom, którym taki sposób bycia nie odpowiada, działa się z tego powodu krzywda.

Mówiąc mój naród, mam na myśli wszystkich obywateli niezależnie od narodowości. Problemy polskich Romów, Żydów, Białorusinów, Ukraińców, Litwinów, Niemców… są mi tak samo bliskie, jak problemy Polaków. Moje Państwo - w zakresie praw obywatelskich - powinno być narodowościowo ślepe. Nie znaczy to jednak, że wszystkich obywateli mojego kraju cenię tak samo. Ci, których nie stać ani na obywatelską lojalność wobec własnego kraju, ani na krztynę irracjonalnej atencji wobec jego mieszkańców… zasługują rzecz jasna na szacunek jako ludzie, ale jako politycy czy  wysokiej rangi działacze społeczni są niewiarygodni. Dopóki istnieją państwa narodowe, dopóki istnieją granice, dopóki istnieje konflikt interesów, dopóty kosmopolitycyzm z punktu widzenia interesów poszczególnych krajów, będzie postawą szkodliwą, a obywatelska lojalność będzie oznaczać działanie przede wszystkim w interesie własnej ojczyzny.

Czy istnieją różne formy patriotyzmu ? Czy patriotyzm można okazywać na różne sposoby ? Na pewno tak. Ale czy każdy patriotyzm jest tyle samo wart ? Nic bardziej bałamutnego. Patriotyzm jest tyle wart, ile osoba nim powodowana, jest w stanie uczynić dobrego dla swej ojczyzny. Mój patriotyzm jest z pewnością o wiele, wiele mniej wart od patriotyzmu wielu wybitnych dobroczyńców Polski, którzy robią więcej dobrego dla ojczyny niż ja.  Spotkałem się ze śmiałym przypuszczeniem, że Bolesław Bierut był na swój sposób patriotą. Pragnął rzekomo poprawy bytu całego narodu, kosztem części jego egoistycznych elit. Represje i zbrodnie na elitach miały być - według niego - rodzajem gorzkiego lekarstwa, które należało narodowi zaaplikować, aby poczuł się później lepiej. Jak wiadomo Bierut miał licznych zwolenników wśród lewicowych tuzów intelektualnych. Popierano go szczerze, hałaśliwie a czasami wręcz histerycznie. Wielu głosiło światu swą wielką radość, że wreszcie dorżnięty zostanie polski ciemnogród, a idea: „Bóg, honor i ojczyzna” trafi na zawsze do lamusa (Wystarczy poczytać archiwalne numery „Kuźnicy”). Na i co ? Czy nam się taki patriotyzm podoba ?

Patriotyzm nie jest jednak niezbędnym warunkiem przyzwoitości. Są ludzie, których Polska rozumiana jako naród i tradycja zupełnie nie obchodzi. Obchodzą ich za to najbliżsi sąsiedzi, obchodzi ich firma, która płaci podatki w Polsce, obchodzi ich porządek na ich osiedlu i środowisko naturalne, w którym żyją. I nawet jeśli nie potrafią, a może nawet nie chcą, współodczuwać dramatów, wiktorii i bied Polski jako całości, swoją pracą wrażliwością na problemy ludzkie dokładają swoją cegiełkę do budowli, którą zwie się pomyślnością ojczyzny.

Nie koniecznie też trzeba w sposób bezpośredni działać na rzecz obywateli własnego kraju, aby zasłużyć na miano patrioty. Czy Polska Akcja Humanitarna z Janiną Ochojską na czele jest organizacją niepatriotyczną, ponieważ gros jej akcji podejmowanych jest na rzecz poszkodowanych z innych krajów ? Tak długo jak organizacja ta będzie reprezentować Polskę, tak długo jak udzielając pomocy poszkodowanym, będzie obwieszczała światu, że może pomagać dzięki ofiarności polskiego społeczeństwa, tak długo jej działalność będzie działalnością patriotyczną. Gdyby czerpała środki od polskich obywateli, a dary przekazywała poszkodowanym w imieniu - na przykład - jakiejś charytatywnej międzynarodówki, to choć nadal wykonywałaby pożyteczną pracę, nie zasługiwałaby na miano organizacji patriotycznej. Działając na arenie międzynarodowej jako organizacja reprezentująca polskie społeczeństwo, PAH jest świetnym ambasadorem swojego kraju i wyrazicielem polskiej empatii i wrażliwości.

Czy wartościowanie poszczególnych sposobów wyrażania patriotyzmu jest rzeczą  wykluczającą, nie mieszczącą się w ramach demokracji ? Oczywiście, że nie. Skoro wartościowaniu podlega tak delikatna rzecz jak religijność Polaków, to dlaczego nie mielibyśmy wartościować polskich „patriotyzmów”.  Skoro - zdaniem niektórych intelektualistów - polska religijność jest naskórkowa, bezrefleksyjna, oparta tylko na emocjach, aintelektualna i w związku z tym niewiele warta, to dlaczego ludziom miałoby nie stawać odwagi, by nazwać mało wartościowym czyjś patriotyzm. Zapewne nikt z średnio inteligentnych ludzi nie umieści na jednej szali patriotyzmu Bolesława Bieruta i Jana Pawła II, Jakuba Bermana i Mariana Hemara, Jacka Różańskiego i rotmistrza Pileckiego, Stefana Michnika i Stefana Korbońskiego, Brunona Jasieńskiego i Zbigniewa Herberta…

Skoro ludzie mieniący się intelektualistami usiłują często pouczać Polaków, jak mają wierzyć w Boga, to dlaczego wierzący Polacy nie mieliby wyrażać swego krytycznego zdania na temat patriotyzmu owych intelektualistów ? Prawo do krytyki działa w obie strony. Jeżeli krytykujesz, to nie obrażaj się, gdy sam będziesz krytykowany. Jeżeli ośmieszasz, to licz się z tym, że sam możesz być ośmieszony. Jeżeli ważysz się wchodzić z butami swej krytyki w tak delikatną sferę życia swoich rodaków jak religijność, to musisz być przygotowany na to, że to, co stanowi dla ciebie rzecz świętą, też może zostać zdeptane.

Skoro pewna grupa osób uważa, że ma prawo krytykować Polaków za to, że swój patriotyzm wyrażają poprzez „kiczowatą i histeryczną” żałobę z powodu katastrofy pod Smoleńskiem, to oczywiście owi Polacy mają również prawo do wartościowania i krytykowania patriotyzmu i żałoby (lub jej braku) swych oskarżycieli. Powiem więcej: Ludzie prości mają większe prawo do krytyki niż intelektualiści, ponieważ krytykują zwykle w przypływie emocji i nie są w swej krytyce wyrachowani, natomiast intelektualiści precyzyjnie planują swój atak i celują często w miejsca najbardziej wrażliwie, by jak najmocniej bolało.

Za tego rodzaju „cios” można byłoby uważać m. in. wiersz panów Krasnodębskiego i Wolskiego, gdyby Panowie koniec końców nie strzelili sobie w stopę. Chcieli  pewnie wypomnieć zakłamywanie obrazu polskiej prawicy, ale zrobili to w tak zjadliwym, wręcz kundlowskim stylu, że z pewnością obróci się to przeciwko nim i przeciwko sprawie, której bronią. Co prawda nie kierowali swoich słów do społeczeństwa, tylko do elit, którymi mają na pieńku, jednak przekraczając normy cywilizowanego dyskursu, utwierdzili tylko swoich adwersarzy w przekonaniu, że przynajmniej część prawicowych elit jest „dzika” i nieobliczalna. W podobny sposób strzelił sobie samobója redaktor Król z „Wprost” (felieton: „Nie polezie orzeł w GWna”). Gdyby po ludzku napisał, że  Adam Michnik namawiał Andrzeja Wajdę do napisania listu protestacyjnego przeciwko pochówku pary prezydenckiej na Wawelu (oczywiście w oparciu o wiarygodne źródła), to nikt nie musiałby za niego przepraszać. Dopuścił się jednak rzeczy wielce prymitywnej: kpił z kalectwa naczelnego Wyborczej. Do tego jeszcze dochodzi ta mało elegancka sugestia w tytule. Być może redaktor Król cel miał szlachetny: chciał poinformować czytelników o mącicielskich skłonnościach Michnika. Niestety w trakcie realizacji owej misji zniżył się do poziomu ustępu.        

Nie usprawiedliwia to jednak w żaden sposób przedstawicieli elit lewicowo-liberalnych, którzy obnosząc się z kiepsko kamuflowaną pogardą do obyczajowości, charakteru i tradycji własnego narodu sami kwestionują swój patriotyzm. Nie muszą tego wcale robić Krasnodębski, Wolski, Rymkiewicz czy Kaczyński.  

.

 

 

  

 


[1] K.C. Norwid ujął to w sposób następujący: u nas „energia wyprzedza zawsze Inteligencję - i co pokolenie, to rzeź”.

Tagi: , , , , ,

Dodaj odpowiedź


Subskrypcja
RSS