Patologia krytykanctwa

Maria Janion pragnie, by ofiary Holocaustu były  w Polsce na równi czczone z bohaterami polskich powstań narodowych, by Polacy uznali zamordowanych Żydów za swoich umarłych i obchodzili po nich żałobę tak, jak po bohaterskich Polakach. Pragnienie bardzo szlachetne, ale niestety bez szans na spełnienie. Zbliżenie między dwoma narodami powinno być bowiem efektem obopólnie wyrażonej woli zbliżenia, a nie skutkiem chciejstwa jednej strony bądź moralnego przymusu. Prawdziwa przyjaźń nie wynika z historycznych powinności, ani zdrowego rozsądku, nie polega też na wzajemnym wypominaniu sobie win i licytowaniu się w doznanych cierpieniach. Przyjaciele muszą nie tylko darzyć się szacunkiem, ale też zwyczajnie lubić się. Niestety w polsko-żydowskich relacjach nie odnajduję nawet śladu tej ostatniej skłonności. 

Choć uważam, że powinniśmy znać swoją przeszłość i starać się upowszechniać wiedzę o polskiej historii w jednoczącej się Europie, nie mam złudzeń co do jej zbawiennego wpływu na poziom sympatii dla Polski i Polaków. Nie wierzę, że  akcentowanie naszej martyrologii i  przypominanie Zachodowi o jego bezduszności wobec polskich problemów, przysporzą nam w tej lepszej Europie zwolenników i przyjaciół.

Tak samo nie wierzę w cudowny wpływ Holocaustu na zbliżenie polsko-żydowskie, mimo że stanowi on potężne ostrzeżenie przed złem antysemityzmu. Sympatie narodowe opierają się często logice i nie wynikają bynajmniej z moralnych powinności. Niemcy nie zaczęli z pewnością bardziej lubić Polaków tylko dlatego, że kiedyś zrujnowali im kraj. Tutaj wielką rolę odgrywają uczucia, rodzaj etnicznej chemii, której wpływ na dzieje naszej cywilizacji, co prawda, maleje, ale nigdy nie przestanie być istotny.

Holocaust nigdy nie był dla Polaków wydarzeniem obojętnym, ale trudno im będzie uznać dramat żydowski za w pełni własny, choćby dlatego, że strona żydowska rości sobie raczej wyłączne prawo do statusu ofiary. Jeżeli Polacy zaczęliby traktować zbrodnię Holocaustu identycznie jak zbrodnię na Polakach, to musieliby mieć również prawo do włączenia jej do ogólnopaństwowej  martyrologii. Oznaczałoby to w rezultacie status współofiar. Tymczasem stronie żydowskiej zależy przede wszystkim na etnicznym wymiarze Holocaustu, nie zamierza się dzielić z nikim swych wyjątkowych, niepisanych praw, jakie nabyła na skutek wyjątkowości swego doświadczenia historycznego. Dla Polaków strona żydowska częściej rezerwuje status współsprawców niż współposzkodowanych. Żeby włączyć czyjeś cierpienia do panteonu własnej chwały,  trzeba mieć do tego mandat strony, która te cierpienia przeżyła. Nie sądzę by Żydzi takiego mandatu Polakom udzielili.

Nic nie zmieni tego, że Polacy i Żydzi stanowili w przeszłości dwa odrębne narody i to dość obojętne wobec siebie. Próba ich bratania post factum jest skazana na porażkę. Budować przyjaźń mogą tylko i wyłącznie współcześni Żydzi i Polacy. Mogą wyciągnąć wnioski z przeszłości, mogą zacząć lepiej się rozumieć, mogą też angażować się we wspólne projekty służące dobru publicznemu, ale nie są w stanie spowodować, aby ich umarli dziadowie przetrwali w pamięci potomnych inaczej niż jako ludzie należący do różnych światów i patrzący na siebie z dużą dozą nieufności, ponieważ owa nieufność była w gruncie rzeczy  istotą stosunków polsko-żydowskich aż do czasów Holocaustu.

Asymilacja obejmowała niewielki odsetek polskich Żydów. Asymilanci nie mieli mandatu żydowskich mas do reprezentowania ich wobec państwa polskiego i nie cieszyli się wśród ortodoksyjnych Żydów autorytetem.  

Polacy jeżeli już mają stać się współuczestnikami żydowskiej żałoby, to jedynie na zasadzie głęboko współczujących sąsiadów, wśród których bardzo żywe jest pytanie o granice pomocy, jakiej mogli udzielić Żydom w czasie okupacji. Nikt z normalnych ludzi nie powie, że Polacy uczynili wówczas dla Żydów wszystko, co możliwe, ale też nikt nie powinien mówić co Polacy powinni byli dla nich uczynić, skoro za pomoc Żydowi groziła śmierć. Czyż jest na świecie prawo moralne, które nakazywałoby narażać własne  życie oraz życie całej rodziny dla ratowania innego człowieka ?

W Polsce od dawna toczy się debata na temat polskich win wobec innych narodów. Przyznam się, że już od pewnego czasu jej przebieg zaczyna mnie niepokoić, ponieważ brak w niej umiaru. Są środowiska, które raczą nas polskimi grzechami z podziwu godną uporczywością. Wszędzie widzą polski nacjonalizm, chory patriotyzm, tromtadrację, bicie piany, antysemityzm…  To z pewnością nie służy dobrze dialogowi społecznemu, tylko radykalizuje prawicowo te kręgi społeczeństwa, które dotąd miały sympatie centrowe czy lewicowe.

Skoro ludzie ciągle słyszą, że jako naród są do niczego, że polski katolicyzm to zaścianek,  skoro ciągle się wzywa Polaków na dywanik i każe tłumaczyć za błędy minionych pokoleń, to oczywiście rodzi się w nich duch przekory… Wzrasta w ludziach potrzeba solidaryzowania się z własnym narodem i niechęć wobec tych, którzy wystawiają rachunki za przeszłość. Wielu Polaków zdołało w swym patriotyzmie pójść dalej - zaczęli postrzegać swój kraj na tle całej Europy, poczuli się częścią międzynarodowej wspólnoty. Jednak w obliczu tak licznych prób dezawuowania tego, co stanowi istotę polskiej tożsamości, poczuli się zobowiązani do zamiany europejskiego kursu na narodowy.

Był kiedyś taki czas, że w mediach na okrągło powtarzano słowo „Katyń”.  Mszom polowym i apelom poległych nie było końca. Raczono naród Katyniem na śniadanie, obiad i kolację. Doszło już do momentu, że wielu ludzi zmieniało telewizyjne kanały, odpocząć od tej tragedii. Takim natrętnym nawracaniem do wydarzeń katyńskich, w pewnym sensie zamordowano polskich oficerów ponownie, bo obrzydzono wielu ludziom uroczystości pielęgnujące ich pamięć. 

Podobnie rezultaty osiąga się również dzięki uporczywemu oskarżaniu Polaków o antysemityzm nie będący notabene ani polskim wymysłem, ani polską specjalnością. W XIX w. i na początku XX w. antysemityzm był w Europie po prostu normą, patologiczną, ale normą. Dlaczego więc głównie Polacy mają się za niego kajać ? Dlaczego nie wymaga się tego od Francuzów, którzy masowo i w sposób zorganizowany wydawali Żydów hitlerowcom ? - padają pytania.

Im natrętniej będzie się lansować praktykę szukania haków w polskiej historii, tym bardziej będzie się Polakom obrzydzać dialog polsko-żydowski oraz politykę empatii i zrozumienia dla innych narodów. We wszystkim trzeba zachować umiar. Gdy się go przekroczy, to krytyka przestaje być krytyką, tylko staje się patologią krytykanctwa i nihilizmu. Nie dziwię się, że wielu reaguje na to nerwowo.

Tekst jest polemiką z Żydzi Marii Janion.

Tagi: , , , ,

Dodaj odpowiedź


Subskrypcja
RSS