W hołdzie bohaterskim antysemitom !

JAN KARSKI. Jan Karski znany jest jako Polak, który pragnął w czasie wojny uruchomić pomoc aliantów dla mordowanych masowo Żydów. Gdyby oceniać jego misję po efektach, to niestety należałoby go zaliczyć do wielkich przegranych. Wszak niczego na Zachodzie nie wskórał.

Co prawda dzieło jakiego się podjął było wielkie, naprawdę na miarę milionów ludzi, którzy w razie powodzenia misji, nie zostaliby spaleni w hitlerowskich krematoriach. Warto dla takiej misji zaryzykować życie, warto nawet w sensie dosłownym spłonąć na stosie ofiarnym, byle tylko uratować Żydów od Zagłady, a świat od hańby sobkostwa i obojętności. Stało się jednak jedno i drugie: Żydów europejskich wymordowano, a wielka cywilizacja zachodnia zhańbiła się jak nigdy dotąd.

Czy Karski nie przeczuwał już po pierwszych kontaktach z przedstawicielami aliantów, że misja nie ma szans ? Brak wiary w jego słowa  mógł mówić wszystko. Żeby usunąć zagrożenie trzeba przecież najpierw uwierzyć, że ono istnieje. A zatem Zachód nie zrobił nic, bo nie był w stanie uwierzyć ? Bzdura. Zachód wraz z przedstawicielami Żydów amerykańskich doskonale wiedział, co dzieje się z Żydami w okupowanej Polsce. Wiemy nie od dziś dlaczego Roosvelt był przeciwny akcjom militarnym mającym na celu powstrzymanie eksterminacji Żydów i możemy mieć pewność, że to nie brak informacji o ich losie stanął temu na przeszkodzie.

Niewielu jednak zdaje sobie sprawę, że zanim Jan Karski wyruszył na swą misję, przedstawiciele Rządu Polskiego na Uchodźctwie interweniowali już ok. 20 razy na Zachodzie w sprawie ratowania Żydów (noty dyplomatyczne, publikacje w kilku językach, przemówienia, osobiste spotkania z politykami itp. - K. Iranek-Osmecki, Kto ratuje jedno życie… Polacy i Żydzi 1939-1945, Warszawa 2009, s. 358-369).

 Świat jest okropny

Wobec powszechnej na Zachodzie i zracjonalizowanej niechęci do kiwnięcia palcem w bucie na rzecz przerwania wykonywania wyroku śmierci na całym narodzie… jeden nadwrażliwy Polak - można odnieść wrażenie po lekturze niektórych publikacji. Nieprawda. Polski emisariusz nie był przecież jedynym. Oprócz przedstawicieli Rządu Londyńskiego (o czym wyżej) o sytuacji europejskich Żydów informowali również inni, także Żydzi. To, co nieprawdopodobne, stawało się coraz bardziej oczywiste. Rewelacje polskiego emisariusza, nie jedyne i nie pierwsze, można było zweryfikować w wielu innych źródłach.

Ponadto godzi się wspomnieć, że  Karski nie był sam sobie sterem, tylko działał na zlecenie władz Polski Podziemnej, dokładnie - Delegata Rządu RP na Kraj Jana Piekałkiewicza. W  przygotowaniu jego misji brali też udział  inni działacze niepodległościowego Podziemia. Czy to wyklucza jej wyjątkowość oraz podważa bohaterstwo emisariusza ? Oczywiście, że nie. Trudno jednak traktować wyczyn Karskiego wyłącznie jako przejaw szalonej odwagi i wrażliwości jednego człowieka. Wszak gdyby nie działał w ramach i na zlecenie struktur Podziemia, to nie tylko nie poinformowałby wielkich tego świata o Zagładzie Żydów, ale - być może - miałaby nawet problem z opuszczeniem okupowanej Polski. Misja Karskiego była więc zaledwie jednym z wielu przejawów chlubnej i dobrze zorganizowanej działalności Polskiego Państwa Podziemnego na rzecz ratowania Żydów. Działalność ta była o tyle cenna, że wielu wypadkach okazała się bardzo skuteczna, mimo że prowadzona była w warunkach bezpośredniego zagrożenia życia. Żaden inny kraj na świecie, niezależnie od tego czy był zniewolony, czy też wolny i bardzo bogaty, nie zdobył się na podobny wysiłek.

Karski podchodził jednak do tego problemu tak, jakby powstrzymanie Holocaustu zależało głównie od niego. Miał ogromne wyrzuty sumienia, że nie potrafił wpłynąć na Churchilla i Roosevelta. Jednak gdy jednostka próbuje w pojedynkę dźwigać odpowiedzialność za nieszczęście, któremu winne są największe potęgi świata, to prędzej czy później dojdzie do kresu wytrzymałości psychicznej. Może się jej wtedy wydawać, że świat zwariował, zarówno po stronie wrogów, jak i przyjaciół.

Łatwo się na ten świat obrazić, popaść w oskarżycielski ton i zwymyślać swój naród, że też nie stanął na wysokości zadania. Poczucie winy to niszczące uczucie. Zatruwa cierpiącemu cały świat.

Słońce - nie, nie mogę się beztrosko wylegiwać na słońcu, bo miliony spalonych nie miały tej szansy.

Niebo błękitne - ci którzy szli do gazu też pewnie patrzyli w niebo i znaleźli tam kosmiczną obojętność.

Miłość - czy na cmentarzysku wypada czerpać rozkosz z miłości ?

Ojczyzna, naród ? Wiadomo co zrobili ludzie, którzy obłędnie kochali ojczyznę i stworzyli wielki naród.

Jakże łatwo idealizować wówczas ofiary, zarówno te, które przeszły przez komin, jak i te, które cudem ocalały.

 

Najszczęśliwszy dzień życia

 

- Dzień powstania państwa Izrael, to najszczęśliwszy dzień mojego życia - miał powiedzieć Karski. Idealizował Żydów, uważał, że im się to należy, bo przeżyli Holocaust.

Ale oni też zbudowali ojczyznę i naród, stworzyli policję i wojsko, więzienia i sale tortur. Oni też nauczyli się nienawidzić i strzelać do dzieci. Wreszcie oni też, (podobnie jak Polacy Powstanie Warszawskie), zaczęli gloryfikować zwycięskie, choć przegrane powstanie w getcie warszawskim.      

 

Polscy komuniści są niewinni

 

Karski „Nawoływał [m. in.] do pragmatyzmu, szanowania Rosji i rozsądku w wydawaniu wyroków na temat polskich komunistów. Bo to nie Polacy stworzyli PRL, ale Stalin i alianci” (http://wyborcza.pl/1,87648,8132619,Jak_katolik_zostal_Zydem.html).

Pragmatyzm to w polityce rzecz bezcenna, ale szacunek do ciemiężyciela już mniej. Szacunek do ciemiężyciela nie jest postawą pragmatyczną. Pragmatyczna jest polityka, która liczy się siłą potężnego sąsiada. Szacunek można mieć do kultury rosyjskiej, do rosyjskich elit humanistycznych, dawnych rosyjskich dysydentów, którzy szanowali inne narody. A propos tych wyroków „na temat polskich komunistów”. Ile ich było ? Kto po 1989 r. odpowiedział za zbrodnie komunistyczne w Polsce ?

„Nie Polacy stworzyli PRL, ale Stalin i alianci !” - trzeba więc dać sobie spokój z szukaniem winnych wśród swoich. Byli tylko narzędziami w rękach Stalina, Roosevelta i Churchilla ? Dlaczego więc postawiono na ławie oskarżonych zbrodniarzy hitlerowskich ? Wszak oni wszyscy byli przecież ofiarami Hitlera. Jeżeli polskich i żydowskich zbrodniarzy stalinowskich rozgrzesza fakt, że bez względu na ich aktywny udział w zbrodniach, i tak by do tych zbrodni doszło, bo życzył sobie tego Stalin, to dlaczego nie rozgrzeszyć  funkcyjnych w obozach zagłady, którzy bili więźniów na śmierć. Wszak oni też zabijali tylko tych ludzi, którzy i tak przeznaczeni byli do gazu. Można przyjąć, że nie utłuczono ich kijami, tylko zostali  uśmierceni an bloc samym rozkazem Hitlera. W myśl tej logiki ciąganie po sądach starego i schorowanego Demianiuka, to niegodziwość.

 

Moja bardzo wielka wina

 

W swej publicznej spowiedzi Karski oprócz narodu żydowskiego wymienia również konkretne osoby, wobec których w swoim przeświadczeniu zawinił, a do których nieszczęść nie przyczynił się świadomie w żaden sposób. Nieszczęścia tych ludzi nie był spowodowane głupotą Karskiego czy brakiem wyobraźni, nie były też przejawem tchórzostwa, lenistwa ani skutkiem zaniechania. A jednak obciążały jego sumienie. O czym to świadczy ? Między innymi o tym, że winy Karskiego były urojone.

Są podstawy by sądzić, że Karski potraktował swoją misję mesjanistycznie. Przekonał sam siebie, że Los/Bóg powierzył mu do wykonania zdanie uratowania milionów przed Zagładą, a świat przed kompromitacją. Podobne misje - może na mniejszą skalę - znamy z rzeczywistości biblijnej. Osoba, która w Biblii zostaje do takich celów wyznaczona, otrzymuje również nadprzyrodzoną moc i szczególne błogosławieństwo Boże. Karski działał jednak w świecie realnym, posiadał możliwości normalnego człowieka, wyróżnionego co prawda wysokim zmysłem moralnym i inteligencją, ale bez wsparcia w postaci cudów. Jako działacz Podziemnego Państwa, które zarówno jako legalne, jak i nielegalne już od wieków nie liczyło się na dworach wielkich mocarstw, niewiele zrobił, bo niewiele mógł. On odebrał to jednak jako efekt własnych błędów, albo jeszcze gorzej - zmarnowanie szansy danej od Losu/Boga, na skutek utraty wiarygodności w jego oczach.

- Gdyby mi Bóg błogosławił, zrobiłbym to. A nie pobłogosławił mi, bo uznał mnie za niegodnego, odtrącił mnie -  mógł mniemać. Może właśnie na tym polegał mechanizm rozrastania się jego poczucia winy. Urojona wina jest często pokłosiem urojonej wielkości. Czy dokładnie tak przeżywał ją Karski, nigdy się pewnie nie dowiemy.

 

Między idealizacją a deprawacją

 

Wiemy jednak na pewno, że wszelkie idealizowanie ludzi i narodów z krwi i kości, doprowadza do oszustwa.  Nie można nikomu wynagrodzić cierpienia poprzez wykazywanie się ślepotą wobec jego błędów i nieprawości. Nie sposób dziecku, które kiedyś doznało wiele krzywdy, zezwalać, w ramach rekompensaty, na okradanie staruszek. Odpłacanie się państwu Izrael czy w ogóle Żydom za Holocaust przymykaniem oczu na ich niegodne czyny, jest również wysoce niemoralne. Doprowadza to bowiem do absurdalnej sytuacji, w której niewinnie kiedyś sponiewierani i okaleczeni ludzie, odbijają sobie krzywdy na innych niewinnych.

Jan Karski, który tak ochoczo smaga biczem swej wrażliwości własny naród, przemilczał - zapewne z powodów grzecznościowych - że wśród osób, które są oskarżane o „wprowadzenie w Polsce komunizmu”, byli też żydowscy komuniści. Umieszczenie ich na  tym samym poziomie moralnym co Polaków, uznał zapewne za brak delikatności, choć wina wszystkich komunistów, za wyjątkiem Stalina i aliantów, jest w jego mniemaniu nieistotna. Gdyby miał częstszy kontakt z krajem i porozmawiał z kimś, kogo przesłuchiwał Jacek Różański, albo zwiedził którąś z piwnic UB, pojąłby do jak głębokich fałszów taka grzeczność prowadzi

Oczywiście traktowanie Żydów tak, jakby Holocaustu w ogóle nie było, też nie mieści się w granicach przyzwoitości. Pamięć o tym, co spotkało naród żydowski i wyciąganie z tego wniosków, należy do naszych obowiązków. Co innego jednak pamiętanie i współczucie, a co innego zamykanie oczu na zbrodnie, niegodziwości czy zwykłą głupotę poszczególnych Żydów z obawy, że się zostanie okrzykniętym antysemitą. To sięganie po inwektywę antysemity, gdy tylko ktoś inaczej postrzega historię Żydów, niż tego chcą filosemici, to rodzaj szantażu, któremu niestety bardzo wielu ludzi ulega. W ostatecznym rozrachunku nie jest to korzystne ani dla zastraszonych, ani samych Żydów. Wszak krytyka niewyartykułowana wprost, na anonimowych forach internetowych, przybiera później formę agresji, bądź przeradza się w chuligańskie wybryki i palenie synagog (na Zachodzie to wcale nie rzadkość). Szacunku, empatii i zrozumienia dla narodu żydowskiego nie da się wymusić normami politycznej poprawności. Dzięki nim można jedynie zafałszować rzeczywistość i stworzyć pożywkę dla licznych urojeń i teorii spiskowych.

 

———————————————————————————–

 

JAN DOBRACZYŃSKI. Zupełnie innym typem człowieka był Jan Dobraczyński. On, w przeciwieństwie do Karskiego, stawiał sobie realne cele.

Był antysemitą bez dwóch zdań. Zawiązany z organizacjami skrajnie prawicowymi, współpracował ze Stanisławem Piaseckim, pół-Żydem (Jeżeli się przyjmie, że u Żydów narodowość dziedziczy się po matce, to Stanisław Piasecki był Żydem), pół-Polakiem, który uchodził za głównego antysemitę w Warszawie, choć obcy mu brutalizm Falangi. Dobraczyński ponoć nigdy nie nabrał sympatii Żydów i nawet po Zagładzie miał zwyczaj mówić wprost, że ich nie lubi. Niepoprawny politycznie aż do bólu, katolik, nie umiejący czytać znaków czasu, popierający do końca PRL z obawy, że jego rozpad może się skończyć dla Polski i Polaków czymś znacznie gorszym.

 

Czy ideologia może zabić ?

 

Gdy dotarła do niego wieść o tym, co dzieje się w czasie okupacji z Żydami dokonała się w nim przemiana, ale nie na tyle silna, by uczynić z niego filosemitę. Antysemityzm w Polsce międzywojennej wśród niektórych kręgów społeczeństwa polskiego był faktem. Ale nawet najskrajniejsze polskie ugrupowania prawicowe bynajmniej nie popierały eksterminacji Żydów. Za to potrzebę ich eliminacji z polskiego życia społecznego, poprzez nakłanianie do opuszczania Polski, głosiły już ochoczo.

Nikt nie udowodnił związku między polskim antysemityzmem a Holocaustem (gdyby ów związek istniał, to trzeba by też przyjąć, że wszyscy, którzy głosili hasła komunistyczne są współodpowiedzialni za śmieć dziesiątek milionów ludzi zgładzonych przez reżimy komunistyczne), ale Dobraczyński uznał, iż pytanie o taki związek powinien sobie postawić.

 

Bóg kazał mu zapłacić

 

Odpowiedź - jak utrzymuje Nechama Tec (amerykańska socjolożka i historyczka, uratowana z Holocaustu jako dziecko) - była następująca: „Jeśli moje idee mogły do tego doprowadzić, to Bóg mi mówi, że muszę za to zapłacić” (http://wyborcza.pl/1,75478,3034375.html#ixzz0u6fIcq1E).  

I płacił. Według informacji Nechamy Tec („Jak ocalałam”, Wyborcza) uratował ok. 300 dzieci żydowskich. Jednak inna wiarygodna publikacja (tom “Ten jest z ojczyzny mojej”, oprac. Władysław Bartoszewski, Zofia Lewinówna)  mówi, że tak naprawdę zrobił dużo, dużo więcej. Bez jego udziału niemożliwy byłby wyczyn Sendlerowej - uratowanie ok. 2,5 tysiąca małych Żydów.

Dzieci wyciągnięte z getta musiały być gdzieś umieszczone. Najbezpieczniejszym dla nich miejscem były klasztory katolickie, gdzie mogły trafić tylko dzięki pomocy ludzi związanych z Kościołem. Niezastąpionym łącznikiem był Jan Dobraczyński. “Dzięki jego życzliwemu i serdecznemu podejściu do zagadnień ratowania dzieci żydowskich i dużej odwadze, za jego podpisem na oficjalnym druku, dzieci te były kierowane do różnych zakładów zakonnych jako sieroty” - pisała Sendlerowa. Szczególną możliwość rozwijania akcji ratowania dzieci żydowskich zyskał dzięki swym kontaktom z władzami kościelnymi i zakonnymi oraz pracy w Wydziale Opieki Społecznej Zarządu Miejskiego w Warszawie, którą podjął w 1941 r. W razie wykrycia akcji, nawet jeden podpis na spreparowanych dokumentach kosztowałby go życie.

 

Politycznie przegrywa, ale wygrywa żydowskie życie

 

Nie jestem miłośnikiem pisarstwa Dobraczyńskiego. Uchodził za świetnego pisarza, ale z drugiej półki. Gdy byłem młody, uznałem, że szkoda życia na drugorzędną literaturę. Teraz jego książki trącą już myszką. No i ten PAX, PRON… Ale mniejsza o jego pisarstwo i polityczne wybory. Nawet gdyby nie napisał niczego, byłby dla mnie wielki. Ilu jest w Polsce ludzi, którzy ocalili setki ludzkich istnień ?

I co tak naprawdę w życiu jest ważne ? Poprawne poglądy, czy odwaga niesienia drugiemu człowiekowi pomocy ? Na co się zdała ta propaganda niektórych działaczy lewicowych, którzy w mowie zawsze byli Żydom przyjaźni, ale gdy przyszedł czas próby to albo nie potrafili, albo nie mieli odwagi z narażeniem własnego życia przez długie miesiące nieść im realnej i dobrze zorganizowanej pomocy ? Sendlerowa była działaczką PPS, ale bez współpracy wielu działaczy katolickich i narodowych, którzy stanowili zdecydowaną większość Żegoty (nazwę wymyśliła Zofia Kossak-Szczucka, notabene nie pałająca miłością do narodu żydowskiego) nie na wiele by się zdał jej trud.

 

Wybieram skuteczniejszego

 

Gdy ktoś by mnie zapytał: Kto więcej zrobił dla Żydów ? Karski czy Dobraczyński ? Bez wątpienia wskazałbym na Dobraczyńskiego.

Karskiego wyniosły do sławy (kandydat do Nagrody Nobla) szczere, na pewno bardzo szczere, chęci zapobieżenia Zagładzie, filosemityzm oraz zawzięta i często bezpodstawna krytyka własnego narodu.

Bohaterski kurier wbrew przyjętej przez liberalne media zasadzie - która mówi, że należy kpić z Polaków z powodu świętowania przez nich rocznic przegranych powstań - jest gloryfikowany za rozchodzącą się szerokim echem… katastrofę dyplomatyczną (podobną do tych, jakie ponieśli wcześniej i później inni przedstawiciele Rządu Londyńskiego).

Oczywiście nie ulega wątpliwości, że wyczyn Karskiego rozpatrywany jako symbol - przejaw człowieczeństwa wysokiej próby w czasach pogardy - jest już wielkim sukcesem. Tylko dlaczego - wbrew tej oczywistości - odmawia się podobnego sukcesu powstańcom warszawskim ?

Dobraczyński jest bohaterem ze wszech miar obciachowym. W smugę cienia wpędziła go - ogólnie rzecz ujmując - wielka niepoprawność polityczna. Gdy ktoś się jej sprzeniewierzy, nie ujdzie surowej ręce „sprawiedliwości”. Nie pomoże nawet uratowanie całego świata (Kto ratuje jedno życie - ratuje cały świat -Talmud babiloński).

Tagi: , , , , , , ,

Dodaj odpowiedź


Subskrypcja
RSS