Umarli głównym bogactwem narodów
9 sierpień 2009Wypowiedź profesora Religi na temat śmierci, trochę mnie rozczarowała. Była to w istocie wypowiedź osoby wierzącej, tylko na wspak. Wierzący nie tylko przecież wierzą, oni również wiedzą, że istnieje życie wieczne, Sąd Ostateczny, Piekło, Niebo. Wiedzą jaki jest Bóg i co się Bogu podoba. Jest to w istocie wiedza wyprowadzona nie tylko z tradycji i mitów, ale także - a może przede wszystkim - z ich wyobraźni. Jest ona odpowiedzią na ich psychiczne zapotrzebowanie, czymś w rodzaju chciejstwa.
Podobnie bywa z deklaracjami niewierzących. - Śmierć to wieczny sen - powiedział profesor. Gdyby taka była prawda o naszym pośmiertnym losie, to nie miałabym nic przeciwko niej, ba - ja nawet od czasu do czasu marzę o czymś takim. Niestety, nie jestem wcale pewien, jak jest naprawdę. Jest to więc wyłącznie deklaracja mojego chciejstwa. Posługuję się tą „teorią”, bo odpowiada mojej psychicznej konstrukcji, odzwierciedla moją niechęć, do wszelkiego karania, sądzenia i odtrącania kogokolwiek. Nie odpowiada ani giełda cnót, ani potępieńcza analiza ciemnych stron nieboszczyka. Sprawiedliwość poza światem doczesnym, traci dla mnie sens.
Uważam jednak, że gdybym usiłował tej „teorii” bronić, jako na pewno prawdziwej, popadłbym w pychę. Czy profesor okazał się w tej kwestii pyszny ? Nie wiem. Może takie zdanie na temat śmierci podyktował mu jakiś głos wewnętrzny, może było ono oparte na odczuciach ? Może po prostu chciał powiedzieć: „Ja czuję, że z tą śmiercią jest właśnie tak i tak” ? Gdyby doszedł do tego drogą racjonalistycznych spekulacji, byłby w błędzie. Od czasów Kanta nic się przecież w tej materii nie zmieniło: słowa „nie ma Boga” i „jest Bóg” nadal czekają na swój dowód. Profesor złożył więc nie tyle deklarację ateizmu, ile wiary w nieistnienie Boga. W tej konkretnej sprawie postąpił nie jako człowiek nauki, tylko osoba, która zaufała swoim subiektywnym odczuciom i przeciwstawiła swoją wiarę w nicość wierze w nieśmiertelność duszy ludzkiej.


